" Nigdy nie wrócę do Polski - kraju nieuków i faszystów."

W niedawnym artykule autorstwa  @Monaco, pt.

"Zachód vs Rosja. Nieustanna próba zniszczenia Rosji"., który pomimo dużej poczytności i licznych polemik zniknął ze strony głównej komentatorka @Tiamat pozwoliła sobie na dosyć zdecydowane oceny moich komentarzy dlatego postanowiłem sobie na oddzielny tekst- zwłaszcza, że dotykamy tu spraw ponad personalnych

 

 

 @Tiamat 14:47:05 i @Tiamat 28.09.2021 14:08:47

 

Pani @Tiamat, proszę nie strzelać na oślep, bo co strzał, to trafia pani kulą w płot.

Niezwykle upraszcza pani sobie świat i własne wybory, a w związku z tym i oceny ludzi. Z tego co pani pisze, to mniej więcej jesteśmy z tego samego pokolenia ( być może pani jest nieco starsza, ale może ja ?). Zatem żyliśmy przez wiele lat w tej samej Polsce i kształceni byliśmy w podobnym systemie edukacyjnym ( na styku jeszcze " przedwojennych nauczycieli" i tych już z czasów PRL - pośród których wielu było jeszcze bardzo dobrych).

Pisze pani m.in. takie rzeczy: " Widac, ze u pana stanislawa w rodzinie nie bylo Akowcow"...nie wiem z jaką intencją? Czyżby bycie AKowcem było jedyną i wystarczającą legitymacją do tego żeby być Polakiem? ( świadomym, cierpiącym, walczącym, odpowiedzialnym)
Przecież AKowcami, i to najwyższych szarż, byli także ci, którzy wydali rozkaz o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego, a którzy winni stanąć przed Trybunałem Narodowym, i wobec których winny zapaść surowe wyroki, łącznie z wyrokami śmieci- za to, że ich nieodpowiedzialne decyzje i rozkazy kosztowały utratę życia 15000-18000 powstańców ( w większości młodych i źle uzbrojonych) oraz 150000-180000 ludności cywilnej Warszawy.

Także w mojej, bliższej i dalszej rodzinie, były osoby, które uczestniczyły w kampanii wrześniowej ( najbliższy wujek, z którym kilkanaście lat chłopięcych mieszkałem w jednym domu w Łodzi, walczył zarówno w starciach granicznych w pierwszych dniach września, a następnie jako kierowca-mechanik w składzie swojej jednostki zmotoryzowanej wchodził w skład odwodu wodza naczelnego, i opuszczał z władzami Polski obszar II Rzeczypospolitej, a następnie został internowany w Rumunii, i po roku powrócił do Polski). Jeden z dziadków ( lewicowych przekonań) był intensywnie poszukiwany od pierwszych tygodni okupacji przez służby niemieckie, a następie aresztowany i przetrzymywany w obozach koncentracyjnych aż do kwietnia 1945 r. ( oswobodzony przez wojska amerykańskie; powrócił do Polski). Drugi z dziadków ( któremu przez kilkanaście swoich chłopięcych lat wiele zawdzięczam) od wiosny 1940- do kwietnia 1945 r., przebywał na terenie Niemiec jako niewolniczy pracownik rolny; następnie powrócił do Polski, w której pozostawił swoich rodziców, swoją żonę, a moją babcię, dwie kilkuletnie córki, - w tym moją mamę. Druga część rodziny ( w tym mój ojciec, wówczas 10 letni chłopiec) w ramach akcji wysiedlania Polaków z terenu Łodzi, w styczniu 1940 r., została wysiedlona na wieś lubelską, w okolice między Janowem Lubelskim a Kraśnikiem - a więc na tereny sąsiadujące ze wspomnianymi przez panią @Tiamat , Lasami Janowskimi. 4,5 roku część mojej rodziny przeżyła więc wewnątrz " gorącego kotła" działań partyzanckich różnych orientacji: NSZ, AK, GL, AL i BCh, ale także różnych zwykłych bandytów leśnych. Znam te czasy z opowieści rodzinnych b. dobrze. Dwóch wujów z dalszej rodziny, przedwojennych oficerów WP, było organizatorami ludowych oddziałów partyzanckich w roku 1940, zostali aresztowani przez Niemców i rozstrzelani w okolicach Piotrkowa Tryb.

Zatem maja rodzina ma własną, nie AKowską historię, jak większość polskich rodzin.

A teraz kilka zdań na temat czasów po roku 1968, gdyż to już lata przeze mnie w pełni świadome, które politycznie miały typowe kamienie milowe: 1968, 1970, 1976, 1978, 1980-81, 1989, 1991-1992, 1999, 2003-2004, 2009-2010.

Nie będę w tym miejsce omawiał oczywiście wszystkich tych lat.
Co mnie jednak zastanowiło w pani tekście?

W czasie wakacji, w roku 1975 i 1976 miałem okazję w ramach wymiany studenckiej zobaczyć realny socjalizm w ZSRR ( Moskwa, Kijów, Leningrad) i porównać go z realiami w Polsce. Miałem też wówczas okazję zwiedzać Leningrad ( Petersburg ) idąc śladami literatury Dostojewskiego oraz śladami krótkiej, ale ciekawej książki Iwaszkiewicza "Petersburg". Te bezpośrednie wizyty pozwoliły mi lepiej rozumieć rosyjską kulturę, filozofię i myśl społeczną, które znałem dotychczas głownie ze znakomitej książki A. Walickiego.

Latem 1977 r. odbyłem wielce pouczającą podróż przez Moskwę do Azji Centralnej i Afganistanu, wtedy poczułem i "usłyszałem" tę tykającą bombę tego obszaru. Zrozumiałem to jeszcze lepiej, gdy wracając na krótko byłem i w Berlinie wschodnim ( NRDowskim) i w Berlinie Zachodnim, i porównywałem wszystkie z obejrzanych światów.

Tak się złożyło, że latem 1980 r. też byłem, razem z moją żoną na Zachodzie ( konkretnie w Niemczech). W niemieckiej telewizji oglądaliśmy pierwsze relacje ze strajków w Lublinie i w Stoczni Gdańskiej, ale w przeciwieństwie do pani, naszą decyzją był powrót do Polski; wróciliśmy 29 sierpnia 1980 r.

Pani@Tiamat ponoć wiedziała o wszystkich zagrożeniach dla Polski, ale reakcją był wyjazd z kraju. Ja też wiedziałem o wielu zagrożeniach, ale swoje miejsce widziałem i widzę w kraju, a swoje obowiązki widzę przede wszystkim wobec mojej rodziny w Polsce, i wobec mojej ojczyzny, tu, na miejscu.

Pani nakreśliła lata 1970/1090 w Polsce jako niemal nieznośną atmosferę terroru, braku szans, wręcz z czającą się na każdym miejscu śmiercią dla najzdolniejszych i najbardziej nonkonformistycznych. Ale to nie jest prawda, gdyż dla nonkonformistów zawsze są "złe czasy" i to pod każdą szerokością geograficzną.

Pani opisy, jak to zatroskani emigranci wysyłali pomoc do kraju i ratowali głodne polskie dzieci, - to hollywoodzka bzdura., jakich wiele zaczęto produkować, a nawet niektórzy krajowcy w to uwierzyli. A emigracja, która pomoc rzeczową i finansową kierowała do kraju przez żydowskie( zwane ładnie dysydenckimi, antysystemowymi) i watykańskie kanały przerzutowe, samej sobie wystawia świadectwo, jako nieświadomej, naiwnej, zmanipulowanej masie.

Jeśli dobrze panią zrozumiałem, to w jednym pewnie się tylko z panią zgodzę, że "Solidarność", i całe to wmówione następnemu pokoleniu " piekło komuny" to dobrze przećwiczony żydo-anglosaski projekt socjotechniczno- polityczno-ekonomiczny dla pozbycia się konkurencji i stworzenia przestrzeni neokolonialnej dla żydowsko-anglosaskiego kapitału.

Ciekawi mnie tylko, czemu pani, " tak świadoma zagrożeń", zamiast uświadamiać rodaków i próbować przeciwdziałać zagrożeniom, po prostu uciekła z kraju? W pewnym sensie sama pani na to odpowiedziała pisząc:

" Nigdy nie wrócę do Polski - kraju nieuków i faszystów."

P.S. Pani próby zrobienia ze mnie czarnego luda, który niczego nie wie, niczego nie jest w stanie zrozumieć, który nie zna źródeł żydowsko-anglosaskiego spisku wobec Słowian, który dobrze czuje się w kraju " stworzonym przez Sorosa" itp. bzdury składam na karb zacietrzewienia, zupełnej nieznajomości mojej osoby, ale przede wszystkim na karb samousprawiedliwienia się. Cóż, większość ludzi tak ma, nie jest pani nikim wyjątkowym pod tym względem.

Na temat zbrodni NATO wobec Serbii i krajów byłej Jugosławii pisałem osobiście wielokrotnie, na przestrzeni kilku lat. Niedopuszczalne intelektualnie i skandaliczne politycznie są pani stwierdzenia, że Polacy powszechnie opowiedzieli się za słusznością obecności polskiego kontyngentu wojskowego w Bośni-Hercegowinie i w Kosowie. Polacy w żadnym referendum nie zgadzali się na obecność Polski w NATO, a poza tym po 1989 r. wszyscy ministrowie spraw zagranicznych byli albo Żydami, albo agentami zadaniowanymi i przeszkolonymi przez USA. Armia polska straciła swój status narodowy i niezawisły charakter i jest armią najemną i ekspedycyjną, której honor i ojczyzna jest niemal wyłącznie sloganem historycznym i defiladowym.